W oczekiwaniu na nowości postanowiłam zająć Was czymś innym i pokazać moje królestwo twórcze. Przez lata uzbierało mi się miliard przydasiów i w końcu dwa lata temu dorobiłam się przytulnej pracowni w piwnicy. Przestronne biurko, półeczki i pudełeczka na wszelkie szpargały... Nawet w miarę udało mi się je uporządkować.
Jednak w tym jakże wygodnym miejscu nie powstał chyba ani jeden element mojej biżuterii, ponieważ cała akcja rozgrywa się i tak na stole między kuchnią a salonem, podczas, gdy jedni pójdą do przedszkola, a inni do pracy. Wyciągam wtedy poupychane po kątach niezbędne graty i mogę działać mając na oku śpiące lub zajęte zabawą młodsze dzieciątko. Ładnie ułożone do zdjęcia wygląda to tak:
A w praktyce w najlepszym przypadku mniej więcej tak :P